Polskie miasto rozdaje mieszkania za remont. To nie ciekawostka, tylko sygnał dla rynku.

|

Leżące na Podkarpaciu, miasto Krosno rozdaje klucze do mieszkań
w zamian za remont. Bez kredytu, bez wkładu własnego, bez kaucji.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak lokalna ciekawostka. W
praktyce to kolejny sygnał, że samorządy zaczynają wchodzić w
obszary, które do tej pory były domeną rynku komercyjnego. Dla
dewelopera to nie jest temat do zignorowania.

Program „Mieszkanie za remont”, który właśnie wrócił w Krośnie, opiera się na prostym
mechanizmie. Miasto oddaje lokal w najem, a koszt doprowadzenia go do stanu użytkowego
przerzuca na przyszłego lokatora. W najnowszym naborze chodzi o 6 mieszkań, z kosztami
remontów od 13 tys. do 77 tys. zł (dane UM Krosno, 2025).
To nie są symboliczne prace. W większości przypadków mówimy o pełnych zakresach robót:
instalacje elektryczne, wodno-kanalizacyjne, centralne ogrzewanie, stolarka, wykończenie.
De facto miasto sprzedaje możliwość wejścia w lokal po cenie remontu, a nie ceny rynkowej.
Przykłady z Krosna pokazują skalę:

  • kawalerka 19,2 m² za 13 tys. zł nakładów,
  • lokal rodzinny 64,86 m² wymagający ok. 77 tys. zł, głównie przez brak CO i starą
    instalację,
  • większość ofert mieści się w przedziale 40–55 tys. zł.
    Dla porównania, przy obecnych kosztach budowy i cenach rynkowych, to kwoty nieosiągalne
    w nowej inwestycji. I właśnie tutaj pojawia się punkt, który powinien zainteresować
    dewelopera.
    Programy takie nie są konkurencją skalową. Sześć mieszkań nie zmienia rynku. Ale są
    konkurencją punktową, skierowaną dokładnie w ten sam segment klientów, który coraz
    częściej odpada z rynku pierwotnego.
    Miasto jasno określa grupę docelową. To osoby:
  • zbyt zamożne na lokal socjalny,
  • zbyt słabe kredytowo na zakup mieszkania,
  • ale posiadające gotówkę rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Dochody są limitowane. Brak własności jest warunkiem. W zamian miasto oferuje coś,
czego rynek komercyjny dziś praktycznie nie daje: stabilny najem, często docelowo na czas
nieoznaczony (jak w Krakowie czy Łodzi).
Krosno nie jest wyjątkiem. Podobne programy działają lub ruszyły w 2025 r. m.in. w Łodzi,
Gorzowie Wielkopolskim, Krakowie (IV edycja) i Kielcach (VI edycja). W Krakowie do
programu ustawiła się kolejka chętnych (dane miast, 2025). To pokazuje, że popyt na takie
rozwiązania jest realny.

Praktyczne wnioski dla dewelopera:

  1. To nie jest konkurencja dla sprzedaży, ale dla popytu.
    Każdy lokal „za remont” to klient, który nie wejdzie dziś na rynek pierwotny ani najem
    komercyjny.
  2. Samorządy przejmują segment „pomiędzy”.
    Segment klientów z gotówką, ale bez zdolności kredytowej, coraz częściej znajdzie
    alternatywę poza rynkiem deweloperskim.
  3. Koszt wejścia wygrywa z metrażem.
    50-70 tys. zł na start to dla wielu osób psychologicznie i finansowo łatwiejsze niż
    kredyt na 30 lat.
  4. Stabilność najmu staje się walutą.
    Umowy na czas nieoznaczony w zasobach miejskich są realną alternatywą wobec
    drogiego i niestabilnego najmu prywatnego.
  5. Skala dziś jest mała, ale trend jest jasny.
    Jeżeli programy się sprawdzają, miasta będą je powielać. To element nowej polityki
    mieszkaniowej, nie jednorazowy eksperyment.

„Mieszkanie za remont” nie rozwali rynku deweloperskiego. Ale pokazuje, gdzie
państwo i samorządy próbują łatać lukę, której rynek nie jest dziś w stanie wypełnić.
Deweloper, który ignoruje te sygnały, może przegapić zmianę struktury popytu. A na
tym rynku wygrywa nie ten, kto buduje najwięcej, tylko ten, kto najlepiej rozumie,
komu i dlaczego sprzedaje.

Podobne wpisy